Home >> Frolonaise,Inne kierunki,Klub Polki na Obczyźnie,Nowe >> Wspomnienie pierwszego dnia na obczyźnie
Wspomnienie pierwszego dnia na obczyźnie

Wspomnienie pewnego dnia…

Słońce pojawiło się na horyzoncie i pomału zaczęło rozświtlać wyspę. Kiedy dobijaliśmy do brzegu wielkim statkiem Corsica Ferries, rozświetlało błyszczącą taflę morską. Po zjeździe z morskiego potwora zsunęliśmy lekko okna naszego clio i wtedy to poczułam. Nie do końca wiedziałam, co to za zapach, ale to on właśnie już na zawsze stał się dla mnie perfumem L’Île de Beauté. Rozmaryn najbardziej czuć na wyspie wczesną wiosną lub późną jesienią, kiedy nie ma już letniej gorączki i zaduchu. Jest świeży, mocny i przyjemny dla nosa. To chyba sentyment sprawił, że do dziś jest to moje ulubione zioło i przyprawa do dań, które serwuję.

Po wyjeździe z portu udaliśmy się w pierwszą wspólną podróż po wyspie. Od nowego domu w Calvi dzieliło nas ostatnie sto kilometrów. Wcześniej byłam na Korsyce tylko raz i nie jeździłam wtedy krętymi wąskimi drogami wyspy. Skąd mogłam wiedzieć, że te, które właśnie pokonywaliśmy, wcale nie były takie wąskie, jakby się mogło wydawać. Dopiero później, odkrywając nowe zakątki, poznałam prawdziwe pojęcie słowa wąska droga. Bref, jak to mówią Francuzi. Dla mnie ta pierwsza podróż była odrobinę męcząca i niepokojąca – ciągłe zakręty, ślimaki wjazd pod górkę i z górki na pazurki. Do tego trzeba powiedzieć sobie to szczerze, mój  jeszcze wtedy niemąż, był tak naprawdę początkującym kierowcą. Wydaje mi się więc całkiem zrozumiałe, że do naszego pierwszego wspólnego gniazdka dojechałam umordowana.

Nasze mieszkanie znajdowało się w rezydencji na samym wjeździe do Calvi. Okupowana głównie latem przez turystów, w listopadzie wydawała się praktycznie opuszczona. Przywitało mnie parę jednopiętrowych bloków w samym środku małego lasu i pies, który od samego początku się do mnie przylgnął. To właśnie on, chociaż nie był bezpański, dotrzymywał mi towarzystwa w czasie późniejszych samotnych spacerów – mój pierwszy, kudłaty przyjaciel korsykański.

Pierwszy dzień minął nam na rozładowywaniu samochodu, instalowaniu kuchni, układaniu rzeczy i odpoczynku na naszym balkoniku. Tego dnia słońce pięknie świeciło, ptaki śpiewały a morze znajdujące się jakieś dwieście metrów od morza, spokojnie szumiało. Los uśmiechał się do mnie i mrugał promieniami słonecznymi. Właśnie zaczynała się największa przygoda mojego życia…

***

Ten wpis jest częścią wiosennego projektu Klubu Polki na Obczyźnie. Zapraszam Was jak zawsze na bloga Klubu. Znajdziecie na nim linki do wszystkich wspisów, jakie się dotychczas ukazały w tym projekcie. PROJEKT WIOSENNY

the author

Już ponad dziesięć lat mieszkam we Francji. Swoją przygodę z krajem nad Sekwaną rozpoczęłam na Korsyce, następnie przez dwa lata odkrywałam Majotte. Obecnie, od ponad czterech lat mieszkam w Fontanay sous Bois, w mieszkaniu z widokiem na cały Paryż. Jestem mamą, żoną żołnierza, kwiaciarką i blogerką z zamiłowania. Na blogu dzielę się z Wami naszą subiektywnie opisaną francuską codziennością. Opowiadam też o świętach i zwyczajach oraz o naszych podróżach - tych małych i tych dużych.

  • Mój drugi dom ;)

  • Należę do Mocarnych

  • Znajdź mnie na blogowej mapie FR

  • Archiwa

  • Kategorie

Top