Home >> Rozrywka,Życie we Francji >> „Le Bal des Vampires”-wrażenia z musicalu i teatru
„Le Bal des Vampires”-wrażenia z musicalu i teatru

Pamiętacie te lekcje w szkole podstawowej, na których uczyliśmy się wszystkiego o teatrze i o tym jak się w nim zachować? Poznaliśmy wtedy wiele mądrych i światowo brzmiących słów, na przykład antrakt albo foyer. Pamiętacie pierwsze wyjście z klasą na spektakl? Wszyscy albo prawie wszyscy ubrani na biało-czarno (tudzież granatowo), z wyglancowanymi do granic możliwości butami, staliśmy w kolejce do szatni nieco onieśmieleni magią i powagą miejsca. Było tak?

Czasy się zmieniły, kultura i obyczaje również. Ja dodatkowo zmieniłam w międzyczasie parokrotnie miejsce zamieszkania. Być może w Polsce nadal do teatru chodzi się ubranym elegancko. Być może nadal panują te same zasady savoir-vivre co dekadę temu (no dobra może trochę więcej), kiedy się o nich uczyliśmy. W Paryżu natomiast… bywa różnie. Sobotnie wyjście nie było moją pierwszą wizytą w paryskim teatrze. Moje spostrzeżenia nie bazują więc na jednym teatrze i na jednym spektaklu.

 Do teatru w trampkach

To, co dla mojej pani polonistki było nie do pomyślenia, tu się dzieje. We foyer francuskiego teatru można się poczuć jak na prawdziwej rewii mody. I nie jest to koniecznie styl „Francja Elegancja”. Na spektakle każdy przychodzi w tym, co uważa za stosowne i wygodne. Nie jest więc wcale czymś oczywistym, że w toalecie wpadniemy na panią w eleganckiej garsonce czy sukni a na schodach miniemy pana w garniturze. Fajne jest to, że możemy ubrać się tak, żeby było nam wygodnie. Ja sama trafiłam pod teatr prosto z pracy i weszłam w szmaciakach. Dopiero później zmieniłam je na „lepsze” buty, które spakowałam rano przed wyjściem do pracy. Z jednej strony jednak, ta dowolność w ubiorze powoduje, że teatr traci w jakiś sposób swoją powagę i urok. W końcu tak jak na co dzień,możemy ubrać się do kina a tutaj może warto by było się trochę postarać?

Smacznego!

Kiedy chodziliśmy do teatru ze szkołą, przed każdym spektaklem przypominano nam, że w czasie jego trwania, nie powinniśmy spożywać żadnych posiłków. Chipsy i słodkie cukierki, które towarzyszyły nam zawsze podczas seansów filmowych, czekały więc na zakończenie przedstawienia. W tej kwestii chyba też nastąpiła rewolucja. Kiedy po pierwszej części musicalu wstałam z fotela i wychodziłam do baru, zaskoczyła mnie ilość wysypanych między rzędami czipsów i porozrzucanych papierów.

Halo? Uśmiech proszę!

Podobno wampiry nie lubią ostrego światła. Taką informację usłyszeli widzowie przed rozpoczęciem przedstawienia, z zaznaczeniem, że dotyczy to szczególnie lamp aparatów fotograficznych i telefonów komórkowych. Kto by się tam jednak przejmował wampirami, czy aktorami występującymi na scenie. Światłełka zamigały nie raz, nie dwa.

Dziękuję. Do widzenia

Zmiana norm odzieżowych i jedzenie w czasie spektaklu (o ile nie zakłóca ono niczyjego spokoju) nie przeszkadza mi jakoś szczególnie. Owszem, w ten sposób teatr traci jakąś część swojej powagi, ale otwiera się też na „zwykłych ludzi”, którzy po prostu chcą się oddać kulturalnej przyjemności. Jest jednak jedna rzecz, która poruszyła mnie szczególnie (poza którąś z pań w tylnym rzędzie, wypefumowaną tak mocno, że pół naszego rzędu podejrzewam o nabawienie się tak, jak mnie, bólu głowy). Sobotni spektakl skończył się a aktorzy dostali owacje na stojąco, całkiem moim zdaniem zasłużone. I kiedy jeszcze stali na scenie, część widzów po prostu zaczęła wychodzić. Nie wiem, gdzie im się tak bardzo spieszyło, ale wiem, że tak się nie robi. Tak, jak w kościele czeka się po mszy aż ksiądz wyjdzie (podobno), tak w teatrze widzowie powinni poczekać aż opadnie kurtyna. Wyjście z sali wcześniej, może według mnie oznaczać, że spektakl nam się nie poobał albo, że najzwyczajniej w świecie nie potrafimy się zachować odpowiednio do sytuacji. I ja wiem, że potem jest kolejka do szatni i do ścianki, ale do cholery jasnej, chyba jakieś minimum szacunku się aktorom należy, prawda? Zwłaszcza jeśli spektakl się udał.

„Le Bal des Vampires”

Jeśli chodzi o sam musical, to jak dla mnie, jest on wart swojej ceny. Mimo, iż krytycy zarzucają Polańskiemu „odejście od dowcipu i ducha komedii, który charakteryzował jego film z 1967 roku oraz to, że musicalowa wersja przedstawiona przez reżysera jest nadmiernie sentymentalna”, to jednak całość ogląda się i słucha bardzo dobrze. Produkcja została zrealizowana z rozmachem, przy użyciu imponującej scenografii i dodatkowych efektów. Aktorzy a jednocześnie tancerze i wokaliści doskonale odgrywają swoje role a tańce grupowe ogląda się z zapartym tchem. Całość trwa razem z antraktem ponad dwie godziny, w czasie których wampiry wychodzą z każdego zakamarka sali, gonią się miedzy fotelami na widowni a także uciekają z niej drzwiami awaryjnymi. Sama historia nie zawiera w sobie żadnego morału, jest jednak dość śmieszna i lekka. Odradzałabym jednak zabieranie na widownię małych dzieci.Widziałam ich kilkoro, ale wydaje mi się, że mimo iż jest śmiesznie, to dla takich maluchów, może być też strasznie.

IMG_20150322_223559

„Le bal des Vampires” to drugie przedstawienie, które oglądałam w teatrze Mogador. Pierwszym był „Piękna i Bestia”, na którym byłyśmy razem z Blee i moją mamą. Oba były wspaniałe i z całą pewnością,jak tylko w październiku na afiszu pojawi się nowy musical, tym razem będzie to „Cats”, na pewno się na niego wybiorę.

IMG_20150321_192659

the author

Już ponad dziesięć lat mieszkam we Francji. Swoją przygodę z krajem nad Sekwaną rozpoczęłam na Korsyce, następnie przez dwa lata odkrywałam Majotte. Obecnie, od ponad czterech lat mieszkam w Fontanay sous Bois, w mieszkaniu z widokiem na cały Paryż. Jestem mamą, żoną żołnierza, kwiaciarką i blogerką z zamiłowania. Na blogu dzielę się z Wami naszą subiektywnie opisaną francuską codziennością. Opowiadam też o świętach i zwyczajach oraz o naszych podróżach - tych małych i tych dużych.

  • Mój drugi dom ;)

  • Należę do Mocarnych

  • Znajdź mnie na blogowej mapie FR

  • Archiwa

  • Kategorie

Top