Home >> Francja według dorosłych,Nowe,Życie we Francji >> Co przyniesie druga tura wyborów prezydenckich?
Co przyniesie druga tura wyborów prezydenckich?

Już od kilku dni moi znajomi bliźsi i dalsi dopytują się mnie, kto wygra wybory prezydenckie i na kogo głosowałabym ja, gdybym mogła. Otóż po pierwszej turze, jestem już prawie pewna, co bym zrobiła.

 Vote blanc

Od pięciu lat obserwuję, jak moi francuscy znajomi żalą się i narzekają na rzeczywistość, w jakiej przyszło nam wszystkim żyć. Ja nie narzekam, ale pewnie dlatego, że wywodzę się z kraju, w którym wszelakiej swobody jest znacznie mniej. Poza tym, ja chyba z natury nie jestem z tych narzekających. Całkiem jednak możliwe, że gdyby tutejsze wybory wygrała Marine Le Pen, tak samo byłoby we Francji. Prawdopodobne byłoby jeszcze to, że gdyby Le Pen, wdrożyła swój program w życie, dużo trudniej miałabym ze znalezieniem pracy a może nawet musiałabym spakować walizki i wrócić do ojczyzny. Wyrzucenie mnie zapewnie nie byłoby by takie łatwe z uwagi na to, że żyję w związku małżeńskim z mężczyzną, który ma francuskie obywatelstwo i wychowuję nam dwie córki. Jest to jednak pewna opcja.

Istnieje szansa, że dzięki Le Pen poczułabym się bezpieczniej. Być może zrobiłaby ona porządek z tymi, którzy nam zagrażają i przez których zginęło już tyle osób. I wolałabym, żeby było to jasne – piszę tu o terrorystach a nie o muzułmanach w ogóle. Może w końcu dowiedziałabym się też, co to znaczy laïcité, no bo chyba każdy, kto tu trochę żyje, wie, że to jeden z mitów ;) To wszystko byłoby mi dane pod warunkiem oczywiście, że najpierw nie zamknięto by przede mną granic.

Więc jednak nie, nie zagłosowałabym na Marine, prawdopodobnie jak większość upoważnionych. Mentalnie, przygotowuję się już jednak, na następne pięć lat narzekania.

Dlaczego?

Dlatego, że wybór Emmanuela Macron’a nic w naszej rzeczywistości nie zmieni. Rżąd najprawdopodobniej nadal będzie uprawiał tę samą politykę. Jedyne, co się zmieni, to procent popracia dla prezydenta. Bo Macron ma od cholery charyzmy, można go nawet uznać za przystojnego i wspaniały z niego mówca. Tak pięknie mówi, że udało mu się nawet ileś tam milionów ludzi przekonać, że jest politykiem centrum. I tak jakby wszyscy zapomnieli, że cała jego kariera polityczna, to obecność po lewej stronie mocy, tak bardzo obecnie krytykowanej. Zapomnieli też o tym, że to Macron zasiadał jeszcze rok temu w rządzie Francois Hollande’a i Manuella Valls’a, polityków z najniższym chyba w historii poparciem społeczeństwa.

Jak widać, pamięć ludzka bywa krótka, zeszłoroczne manifestacje były na nic a zdoloności oratorskie kandydata na prezydenta znakomite. I z dużą dozą pewności piszę Wam, że to właśnie on wygra te wybory. Na szczęście dla mnie, nie muszę głosować. Bo nie chciałabym wybierać między mniejszym złem a złem koniecznym. I tak sobie myślę, że w sumie może to i dobrze. Dla mnie, dla nas jako rodziny, wszystko zostanie po staremu. A daleka jestem od twierdzenia, że w obecnej rzeczywistości jesteśmy jacyś bardzo nieszczęśliwi. Europa na chwilę odetchnie. Imigranci przestaną się bać a nasi francuscy przyjaciele na nowo zaczną narzekać. A my pewnie za rok przeprowadzimy się na pewną piękną wyspę, gdzie będziemy ponownie trochę oderwani od rzeczywistości.

Życie będzie się toczyć dalej.

 

the author

Już ponad dziesięć lat mieszkam we Francji. Swoją przygodę z krajem nad Sekwaną rozpoczęłam na Korsyce, następnie przez dwa lata odkrywałam Majotte. Obecnie, od ponad czterech lat mieszkam w Fontanay sous Bois, w mieszkaniu z widokiem na cały Paryż. Jestem mamą, żoną żołnierza, kwiaciarką i blogerką z zamiłowania. Na blogu dzielę się z Wami naszą subiektywnie opisaną francuską codziennością. Opowiadam też o świętach i zwyczajach oraz o naszych podróżach - tych małych i tych dużych.

  • Mój drugi dom ;)

  • Należę do Mocarnych

  • Znajdź mnie na blogowej mapie FR

  • Archiwa

  • Kategorie

Top