Home >> Frolonaise,Nowe >> Ciebie to nie dotyczy ! Rozterki emigranta
Ciebie to nie dotyczy !   Rozterki emigranta

W zasadzie rzadko albo praktycznie wcale, narzekam na mój emigrancki los. Francja przyjęła mnie ciepło i gości, jak na dobrego gospodarza przystało, najlepiej jak potrafi. Owszem, bywa, że zdarzają się między nami niesnaski, ale głównie wynikające z niezrozumienia się stron. Kiedy wszystko zostaje wyjaśnione, sytuacja wraca do normy i tworzymy przyjazną symbiozę. Za gościnę odwdzięczam się zrozumieniem, pracą i podatkami przelewanymi z mojego konta co jakiś czas na rzecz państwa i miasta, w którym aktualnie przebywam. Trudno jednak zapomnieć skąd przybywam i gdzie się urodziłam. Nie wyobrażam sobie zresztą wyrzeczenia się moich korzeni i kultury w jakiej się wychowałam. Nawet jeśli czasem bardzo mnie ona rozczarowuje. Jestem emigrantem. Nie wyjechałam z kraju za chlebem, czy w poszukiwaniu lepszego życia. Wyjechałam, bo się zakochałam, bo chciałam rozpocząć przygodę mojego życia. Praca, rodzina i inne sprawy same się jakoś ułożyły po drodze.

Polaków dyskusje w internetach

Dawno temu, kiedy byłam jeszcze młoda i naiwna, myślałam, że dyskusje służą do wymieniania poglądów i dzielenia się własnymi przemyśleniami oraz poglądami. Z tego błędu wyprowadziły mnie polskie strony i fora internetowe. Okazało się bowiem, że ja, emigrantka, nie mam prawa się na nich wypowiadać. A wyszło to wszystko przy okazji dyskusji na temat sześciolatków w szkołach. Ja, mieszkanka państwa, w którym dzieci zaczynają edukację w tym wieku, bardzo chętnie dzieliłam się spostrzeżeniami zarówno swoimi, jak i mojej córki. No i robiłam to do czasu, aż po raz kolejny nie przeczytałam coś w stylu „a zachwycaj się dalej tą Twoją zakichaną Francją a od naszych dzieci wara. Gie wiesz, jak wygląda sytuacja w Polsce paniusiu. Nie  mieszkasz tu, to nie masz prawa się wypowiadać”.

Czy emigrant ma prawo głosu we własnej ojczyźnie?

Komentarz, który przytoczyłam jest znacznie zmodyfikowany i ugrzeczniony. Bywały gorsze, kierowane nie tylko do mnie, ale również do innych Polaków piszących z zagranicy. Dały mi one dość sporo do myślenia i faktycznie, przestałam się udzielać w dyskusjach społecznych. Całkiem możliwe, że nie powinnam i nie mam prawa brać w nich udziału, bo żyję w kraju, który w niektórych aspektach, funkcjonuje zupełnie inaczej. To, że nadal mam polskie obywatelstwo i że nadal płacę w Polsce podatki nie ma pewnie żadnego znaczenia. Na szczęście nikt jeszcze nie zabrał mi prawa do głosowania, chociaż i w tym przypadku różne opinie słyszałam.

Ty to już kompletnie się nie interesujesz, co się w kraju dzieje !

Chociaż Polska już na zawsze będzie zajmowała część mojego serca, nie zamierzam póki co do niej wracać. Jest mi dobrze tu i teraz a w marzeniach o starości, widzę siebie z drinkiem w ręce, rozłożoną na hamaku pod palmą z kokosami, gdzieś na Madagaskarze.

Wiadomości z Polski oglądam regularnie. Nie komentuję ich jednak, bo przecież nie powinnam. I kiedy już w końcu uczę się, żeby nie ścierać palców w internetowych dyskusjach, moi znajomi (niektórzy), nagle zaczynają mieć do mnie pretensje !

Jak to nie wspieram czarnego protestu ?! Dlaczego nie obrzucam PiS/Kod’u czy jakiś innych ugrupowań politycznych błotem ?! I w końcu, czemu nie ratuję gimnazjalistów i nie wykłócam się o sześciolatki w szkołach?

Serio? Naprawdę teraz do mnie pijecie, kiedy ja już się nauczyłam i przyjęłam do wiadomości, że mi nie wolno się wtrącać? I piszecie to Wy, którzy wcześniej dawali dobre rady, żebym się jednak nie odzywała, bo nie znam realiów w kraju? Nagle potrzebny Wam głos mój i innych, których wcześniej uciszaliście?

Rozterki emigranta

Wielu moich znajomych, którzy żyją poza granicami Polski, mówiło mi, że już nigdzie, nie czują się tak naprawdę u siebie. Są zawsze jedną nogą w ojczyźnie a drugą w kraju, do którego wyemigrowali. Ja tak nie mam, ale doskonale rozumiem, o co im chodzi. W nowym otoczeniu nie czują się do końca zrozumiani, w Polsce jakby wyobcowani. Do tego nigdy nie wiedzą, czy powinni się wypowiadać na temat tego, co dzieje się w ich kraju, czy już raczej nie mają tego prawa…

A jak jest z Wami?

Tags :

the author

Już ponad dziesięć lat mieszkam we Francji. Swoją przygodę z krajem nad Sekwaną rozpoczęłam na Korsyce, następnie przez dwa lata odkrywałam Majotte. Obecnie, od ponad czterech lat mieszkam w Fontanay sous Bois, w mieszkaniu z widokiem na cały Paryż. Jestem mamą, żoną żołnierza, kwiaciarką i blogerką z zamiłowania. Na blogu dzielę się z Wami naszą subiektywnie opisaną francuską codziennością. Opowiadam też o świętach i zwyczajach oraz o naszych podróżach - tych małych i tych dużych.

  • Mój drugi dom ;)

  • Należę do Mocarnych

  • Znajdź mnie na blogowej mapie FR

  • Archiwa

  • Kategorie

Top